poniedziałek, 17 października 2011

wracając do Warszawy

wyskoczyłyśmy z Czarownicami na urodzinowy zlot, tym razem Luboń 2011. Same urodziny, jak zwykle przepełnione tęsknotą za sobą i historiami życiowymi. Morze jedzenia, no udało się powstrzymać S przed jeszcze jednym deserem, ale smakowicie i obficie. Sama góra jakoś wymarzona przez S, mokro i ponuro nas powitała, a w schronisku jak 15 lat temu nie ma łazienki i wody (no chyba, że jest ulewa), teraz nie było. Wygódka w pobliżu, koloru zielonego, powstrzymuje przed przyjmowaniem płynów, bo wycieczka w mroźnym wietrze do tego przybytku skutecznie prostuje jakiekolwiek zachcianki. Zaś rano, wschód słońca zalewa cały pokój z oknami na cztery strony świata i wtedy nic się nie pamięta, nic się nie liczy, bo bycie w takim miejscu po prostu zachwyca. W dodatku tej nocy był spory przymrozek, który dodał trawkom i listkom koronkowych delikatności.





2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...